Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
919 postów 7368 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Wszechświat II

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Phobos: Kosmiczna Krucjata

 

 

 

 

 

Ilustracja muzyczna: Hiroyuki Sawano - Eren the Coordinate - Attack on Titan OST

 

20 lutego 1954 r., podczas urlopu w Palm Springs w Californii, prezydent Eisenhowerzniknął na kilkanaście godzin. Pojawiały się plotki, że zachorował lub nawet umarł. Później tłumaczono, że musiał nagle udać się do dentysty, bo plomba wypadła mu, gdy jadł pieczonego kurczaka. Świadkowie widzieli jednak tego dnia Eisenhowera w zupełnie innym miejscu - bynajmniej nie w gabinecie dentystycznym. Bill Kirklin, lekarz Sił Powietrznych, opowiadał, że tego dnia wezwano go wraz z ambulansem do bazy lotniczej Norton. Widział jak personel bazy witał prezydenta na pasie startowym. Eisenhower przesiadł się tam w C-45 i odleciał w stronę bazy lotniczej Muroc/Edwards. Baza była wówczas z jakiegoś powodu zamknięta na trzy dni  - co potwierdził na podstawie wielu relacji ppłk Wendelle Stevens. Co się wówczas wydarzyło w tej bazie i co ściągnęło tam prezydenta?

 

 

Henry McElroy, republikański stanowy kongresmen z New Hampshire, ujawnił w 2012 r., że podczas pracy w Komisji ds. Weteranów, dostarczono mu dziwny dokument - memorandum do prezydenta Eisenhowera, w którym była mowa o obcych istotach obecnych na terenie USA (czyżby te obce istoty wyglądały jak ludzie?) i że można zaaranżować spotkanie z nimi. Charles Suggs Jr, sierżant marines twierdził, że jego ojciec, komandor US Navy Charles Suggs Sr był jedną z osób towarzyszących prezydentowi podczas spotkania z "nordyckimi" obcymi 20 lutego 1954 r. w bazie Edwards. Widział tam dwóch wysokich obcych, mających białe włosy, jasnoniebieskie oczy i "pozbawione koloru" usta. "Rzecznik obcych" stał kilka metrów od Eisenhowera a drugi obcy na rampie, która wysunęła się z latającego dysku. Dopytywali się oni prezydenta m.in. o amerykańskie próby jądrowe. Na 1 marca 1954 r. był zaplanowany na atolu Bikini test bomby wodorowej "Castle Bravo" o mocy 15 Mt. Anonimowy pułkownik Sił Powietrznych, będący w latach 50. pilotem oblatywaczem, opowiedział Lordowi Clancarty, o tym że widział w bazie Edwards w 1954 r. lądowanie pięciu obcych pojazdów - dwóch cygarokształtnych i trzech dysków. Obcy mieli wyglądać "jak ludzie, ale nie do końca jak ludzie". Spotkali się z prezydentem i poinformowali go, że chcą rozpocząć na Ziemi "program edukacyjny". Inny anonimowy oficer Sił Powietrznych powiedział pilotowi RAF Desmondowi Leslie, że w bazie Edwards wylądował dysk o średnicy 100 stóp, który Eisenhower obejrzał w hangarze 27. Wdowa po oficerze żandarmerii z bazy Edwards opowiadała natomiast, że jej mąż widział prezydenta wchodzącego w 1954 r. do hangaru, by obejrzeć latający dysk. Brytyjski ufolog Timothy Good zebrał kolejne trzy relacje mówiące o lądowaniu latających dysków w bazie Edwards. Wszystkie one mówią o 20 lutego 1954 r. Jeden ze świadków brał udział w "omyłkowym" ostrzelaniu UFO z działa przeciwlotniczego. Don Philips, inżynier sił powietrznych, pracujący m.in. nad U-2 i SR-71 Blackbird, zeznał natomiast, że widział film ze spotkania Eisenhowera z obcymi w bazie Edwards nakręcony w 1954 r.

Mamy też dokument z epoki pośrednio potwierdzający, że 20 lutego 1954 r. doszło do czegoś w bazie Edwards. Nie jest to oficjalny dokument rządowy, ale prywatny list wysłany 16 kwietnia 1954 r. przez pisarza i badacza zjawisk paranormalnych Geralda Lighta do Meade'a Layne'a, dyrektora Stworzyszenia Granicznych Badań Naukowych. Light twierdził w tym liście, że znalazł się w grupie wyselekcjonowanych "reprezentantów społeczeństwa", którzy odwiedzili bazę Edwards wraz z prezydentem 20 lutego 1954 r. Byli grupą testową. Zaproszono ich, by zbadać ich reakcje na istnienie cywilizacji pozaziemskich. Light wspomniał o "pięciu różnych typach pojazdów powietrznych badanych przez oficjeli z Sił Powietrznych z pomocą i za zgodą Etherian". Ethernianami nazywał on "nordyckich" obcych, z którymi rzekomo miał kontakt już w latach 30. Zwróćmy uwagę, że Light podał taką samą datę i miejsce kontaktu jak inni świadkowie, pisał o takie samej rasie obcych, obecności prezydenta i o tym, że oficjele z Sił Powietrznych mieli okazję zbadać na miejscu pięć obcych statków. Light napisał również, że wraz z nim byli tam m.in.: "Franklin Allen z gazet Hearsta", Edwin Nourse z Brookings Institution (były doradca ekonomiczny Trumana) oraz... "biskup MacIntyre z L.A.". Nazwisko biskupa zapisał błędnie - prawidłowe to James Francis McIntyre.

Te same nazwiska - w tym biskupa McIntyre'a - jako uczestników spotkania w bazie Edwards w 1954 r. - podał kontrowersyjny ufolog Milton William Cooper, w latach 1970-1973 funkcjonariusz wywiadu marynarki wojennej (ONI) we flocie Pacyfiku. Cooper opisywał to spotkanie na podstawie dokumentów z jakimi się rzekomo zapoznał w ONI. (Cooper został zabity przez policję 5 listopada 2001 r. Wcześniej twierdził, że Clinton wydał na niego wyrok i ostrzegał przed terrorystycznym atakiem "false flag" na USA.) 

 

 

W 2001 r. włoski ufolog Cristoforo Barbato, usłyszał od jezuity pracującego dla służb wywiadowczych Stolicy Apostolskiej, że w 1954 r. prezydent Eisenhower spotkał się z obcymi w bazie Muroc/Edwards. Spotkanie było filmowane przez amerykańskich wojskowych (kolejny zazębiający się element w relacjach.) W spotkaniu miał uczestniczyć arcybiskup Los Angeles James Francis McIntyre, który poleciał później do Rzymu i zbriefował na ten temat papieża Piusa XII. Papież nakazał watykańskim służbom zbierać informacje dotyczące obcych oraz ich kontaktów z rządem USA. Przypomnę, że Pius XII był papieżem wywodzącym się z tajnych służb - wykonywał misje we Francji i w Niemczech a w czasie II wojny światowej był w samym centrum tajnych rozgrywek wywiadowczych mających na celu likwidację Hitlera i zmianę wyniku wojny.

 

 

Kim był jednak wspomniany arcybiskup James McIntyre? Był jednym z najwybitniejszych amerykańskich biskupów katolickich. Zaczynał karierę jeszcze przed I wojną światową jako makler na Wall Street. Wybrał jednak stan duchowny. W 1936 r. został prałatem papieża Piusa XI. W latach 1940-1948 był biskupem pomocniczym Nowego Jorku -  współpracownikiem antykomunistycznego arcybiskupa Francisa Spellmana, będącego biskupem polowym armii USA. (Można więc uznać, że siły zbrojne uznawały abpa McIntyre'a za "swojego człowieka".) W latach 1948-1970 był arcybiskupem Los Angeles a w 1953 r. został pierwszym kardynałem z Zachodu USA. Zapamiętany został jako wielki budowniczy parafii, kościołów i szkół. A także jako ostry antykomunista wojujący w latach 60-tych z liberalno-lewicowymi durniami w sutannach i innymi śmieciami. Namawiał księży, by chodzili na spotkania John Birch Society. Był też tradsem. Kontestował deformę liturgiczną soboru watykańskiego drugiego a na emeryturze odprawiał Mszę Trydencką w swojej prywatnej kaplicy. I ten właśnie altrightowy trads był depozytariuszem tajemnicy kontaktu z obcymi w bazie Muroc/Edwards...

 

Wspomniany w poprzednim odcinku serii Phobos  "kontaktowiec" George Adamski twierdził, że spotkał się z papieżem Janem XXIII w Watykanie w 1963 r. Tak właściwie to Adamski się z tym specjalnie nie afiszował - to kilka lat później opowieści o tej wizycie rozpropagowali jego znajomi.  Watykan oczywiście zaprzeczał, by do tej audiencji doszło. Menedżer hotelu, w którym Adamski zatrzymał się wówczas w Rzymie widział jednak jak jakiś "biskup" zostawił na recepcji przesyłkę do Adamskiego. W przesyłce tej był złoty medal pamiątkowy z Janem XXIII. Ponoć ten medal można było nabyć w sklepach z pamiątkami, ale jednak to dziwne, że jakiś purpurat sam się fatygował, by go dostarczyć... (Zauważmy, że Jan XXIII też był papieżem wywodzącym się z tajnych służb.) Kardynal Loris Capovilla,prywatny sekretarz Jana XXIII rzekomo opowiadał przed swoją śmiercią, że w 1961 r. wraz z Ojcem Świętym obserwował UFO nad Ogrodami Watykańskimi. Z UFO miał jakoby wyjść Obcy, który wyglądał ludzko poza tym, że otaczała go złocista poświata. Papież ponoć porozmawiał przez chwilę z Obcym na osobności. Potem powiedział swojemu sekretarzowi: "Synowie Boży są wszędzie. Czasem mamy trudności z rozpoznawaniem naszych braci". Synowie Boży tacy jak w Rozdziale 6 Księgi Rodzaju?

Jezuita z watykańskich tajnych służb, z którym rozmawiał Barbato, twierdził, że Jan Paweł IIbył zwolennikiem ujawnienia prawdy o obcych cywilizacjach. Stykał się jednak z oporem frakcji temu przeciwnych. Jan Paweł II mocno przyjaźnił się z prezydentem Ronaldem Reaganem, który był zafiksowany na punkcie istnienia obcych cywilizacji i zagrożenia jakie stanowią one dla Ziemi. Skoro Reagan rozmawiał o tym ze swoim przeciwnikiem - Gorbaczowem - i wspominał tę kwestię podczas wystąpienia na forum Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych, to czemu nie miałby poruszyć tego tematu w rozmowach ze swoim przyjacielem Karolem Wojtyłą?


 

 

Czy "miękkie ujawnienie" było jednak w jakiś sposób prowadzone przez Stolicę Apostolską? W 2000 r. doszło do niecodziennej debatypomiędzy Zecharią Sitchinem - autorem bestsellerów o tematyce paleoastronautycznej (znawcą starożytnych języków bliskowschodnich piszącym o biblijnych "Nephilim"/ sumeryjskich Annunaki) a monsignore Corrado Balduccim - przyjacielem papieży i zarazem głównym egzorcystą Diecezji Rzymskiej. Balducci przyznał podczas tej debaty, że cywilizacje pozaziemskie mogą istnieć, mogą być bardziej od nas zaawansowane i mogły... nas stworzyć. W 1998 r. stwierdził, że UFO jest zjawiskiem realnym, które w znacznej większości przypadków nie ma charakteru demonicznego.  Prałat Balducci to żaden modernista czy liberał. To konserwatysta, który ze swoją krytyką współczesnej antykultury mógłby dobrze odnajdywać się na antenie Radia Maryja. To też duchowny, który zaczynał swoją karierę za Piusa XII, w 1954 r. w służbie dyplomatycznej - czyli w tajnych służbach. Czyli akurat wtedy, gdy Pius XII nakazał tajnym służbom zbierać informacje o obcych.




 

 

W 2006 roku papież Benedykt XVI odwołał ze stanowiska szefa Obserwatorium Watykańskiego i swojego doradcy naukowego człowieka bardzo sceptycznie nastawionego do istnienia Obcych. Jego następcą uczynił jezuitę Gabriela Funesa, który w 2008 r. stwierdził, że nie ma konfliktu pomiędzy wiarą w Boga a wiarą w obce cywilizacje. "Obcy może być moim bratem". Jego podwładny, o. Guy Consolmagno, powiedział natomiast w 2010 r., że Obcy może mieć duszę i trzeba go ochrzcić "niezależnie od tego, ile ma macek".  Dodał też, że ludzie byliby naprawdę zaskoczeni, gdyby dowiedzieli się jak mocno Watykan angażuje się w nowoczesne badania naukowe. W 2014 r. papież Franciszek powiedział zaś, że mógłby ochrzcić "Marsjanina".  Może więc tegoroczna "denikenowska" szpoka na Placu Św. Piotra (rzeźby pochodzące z lat 60-tych) jest kolejną sugestią dotyczącą UFO?

 


Zaskakującym sygnałem dotyczącym tego, jak Stolica Apostolska postrzega fenomen UFO jest również to, że Watykan szeroko otworzył swoje archiwa dla ufologa Michaela Hesemanna. Hesemann napisał dzięki temu kilka dobrych książek historycznych - np. poświęconych Piusowi XII i dawnym relikwiom. Nie da się jednak zaprzeczyć, że jest on też czołowym niemieckim ufologiem, który kiedyś robił m.in. wywiady z kontaktowcem Billym Meierem. I ten czołowy niemiecki ufolog napisał wspólnie z Georgiem Ratzingerem książkę "Mój brat papież". 

 

 

No cóż, Kościół Katolicki to organizacja badająca zjawiska paranormalne od 2 tysięcy lat. Dłużej niż ci wszyscy newage'owi pajace. Siłą rzeczy musiała zgromadzić na ich temat - w tym na temat UFO - ogromną wiedzę. A że się tą wiedzą nie dzieli, jest w pełni zrozumiałe. Zobaczcie choćby do jakiego chaosu doprowadziła swobodna interpretacja Biblii - do powstania setek popierdolonych sekt (takich jak skopcy), wojen religijnych i innych zbrodni. A co by było, gdyby ujawnić wiedzę o prawdziwych korzeniach ludzkości i o tym, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie? Jakie chore ideologie i sekty powstałyby w wyniku tego ujawnienia?

***

Zakończmy akcentem humorystycznym. Na temat UFO wypowiadał się też niezastąpiony pastor Chojecki. Z jego audycji możemy dowiedzieć się, że ludzie przekonani o realności tego zjawiska to "wierzący w Putina". Czyli, że m.in. Ronald Reagan, gen. MacArthur, gen. Exxon, płk Corso i tabuny innych przedstawicieli amerykańskich resortów siłowych to komuniści i putiniści. Dalej jest coraz większa żenada. Pastor mówi, by olać "jakieś tabliczki wykopane na pustyni" i w temacie Sumerów i Annunaki wierzyć tylko Biblii (która została pewnie od razu objawiona w formie drukowanej :).

https://www.youtube.com/watch?v=hHwRt03I8o0&feature=emb_title

 

Ale dnem żenady jest to, gdy jakaś kobiecina "streszcza" sumeryjski Epos o Gilgameszu. Prawi kocopały, że Gilgamesz "wraz ze swoim przyjacielem Wężem" wybrał się, by zabić Boga, którego obwiniał o zesłanie Potopu. No cóż, Gilgamesz wybrał się w świat by zdobyć nieśmiertelność, nie chciał zabić żadnego z wielu bogów sumeryjskiego panteonu, a jego przyjacielem nie był wąż, tylko małpolud Enkidu. Pastor na podstawie kocopałów tej kobieciny buduje później swoją główną narrację dotyczącą UFO i przekonuje, że Watykan służy reptilom, bo chiński smok noszony w Pochodzie Trzech Króli to właśnie ten wąż, z którym kumplował się Gilgamesz. No cóż, ten Wąż mi się skojarzył z Jashin-chan czyli główną bohaterką komediowego anime "Dropkick" poświęconego demonom. Gorąco je polecam Pastorowi i jego "specjalistce od Sumeru". Ksiądz Natanek też poleca! (I tu mamy wyraźną wyższość ludowego katolicyzmu nad plastikowym "biblijnym krześcijaństwem" rodem z Las Vegas - ks. Natanek potrafił rzucić klątwę na TVN i wkrótce potem wybuchła sprawa z molestowaniem przez Durczoka.)

https://www.youtube.com/watch?v=TXGQK6ZmcNw&feature=emb_title

 

***

Być może (zależnie od obfitości materiałów) będą kolejne odcinki serii Phobos, która cieszy się ogromną popularnością. Ale poczekajmy jeszcze jaka będzie sytuacja po Nowym Roku. Dla każdego z nas 2020 r. był co najmniej dziwnym rokiem. Dla mnie też. Po raz pierwszy od  2005 r. nie pojechałem nigdzie za granicę. Zwiedzałem za to piękne i bogate w historyczne ślady tereny Polski - Warmię, Lubelszczyznę i Ponidzie. Spotykałem się ze znajomymi z różnych obszarów Polski. Czułem się jak w programach "Było nie minęło" czy "Polowanie na Hitlera". Były też przygody paranormalne. Ale o nich we właściwym czasie :) W Sylwestra wszyscy będą natomiast "nerdami". Miejmy nadzieję więc, że 2021 rok będzie jak "Zemsta Frajerów" :)

Dobrego 2021 roku! Niech yetisyny same się zresetują!
 

 

 

KOMENTARZE

  • autor
    Nic konkretnego. Tylko motanie.
  • @
    Jeśli obcy odwiedzają Ziemię, lub nawet tu rezydują w ukryciu, to mimo tego że nie chcą się ujawnić, to i tak możemy sporo powiedzieć o ich naturze i stosunku do nas, chociażby na bazie postawy jaką przyjmowali wobec zła jakie panoszyło i panoszy sią na Ziemi, niewyobrażalnych cierpień setek milionów ludzi i absurdalności naszego tu istnienia (liczne zagrożenia, krótki czas życia, różnice w potencjale osobniczym, itp.). Skoro tu przybyli, to znaczy że są o wiele bardziej zaawansowani pod każdym względem od nas, i mimo że widzą ewidentne wady systemu naszego ziemskiego świata nic nie zrobili w sensie prób jego naprawy i nadal nie robią, to może tylko znaczyć, że nie są nam przyjaźni, a może nawet są autorami tego piekła na Ziemi.
  • @Nibiru 19:10:07
    Albo mają zakaz wtrącania się od ichniego szefa.
  • @zbig71 20:18:10
    Na jedno wychodzi, jeśli ktoś biernie przygląda się krzywdzie bez woli pomocy. Na tej zasadzie poczekają aż jakiś psychol zsyntezuje covidaXY powodującego genetyczną bezpłodność u ludzi i go celowo lub przypadkowo uwolni i po około 100 latach ludzkość zniknie.
  • @Nibiru 20:31:06
    Jeśli już fantazjujemy, to:
    "Na jedno wychodzi, jeśli ktoś biernie przygląda się krzywdzie bez woli pomocy."-

    - oni/one mogą mieć inny system wartości (?), albo inaczej, po prostu: albo my albo ludzie. Jeśli sobie z tego zdamy sprawę, we właściwym czasie: JUŻ! TERAZ!, to może przeżyjemy. Czego Panu i sobie życzę. :)

    och... nie bierzemy pod uwagę wielu składowych równania... bo ich nie znamy. Ale tak mówi "Nauka". "Wiara" każe wierzyć w "pan-miłość".

    Każdy wybiera swoją ścieżkę. Gargamel swoją, smerfy swoją...;)
  • @JimA 21:59:58
    cyt.: "- oni/one mogą mieć inny system wartości (?)"

    Inny system wartości to brzmi nieco bałamutnie. Już wyjaśniam dlaczego. Otóż, jeśli obcy są istotami człowiekopodobnymi, to doskonale wiedzą, że dla istot żywych (także zwierząt) najcenniejsze są: życie, zdrowie, bezpieczeństwo własne i potomstwa. W przeciwnym razie nic nie ma sensu. Przeciętny człowiek (wyłączając psychopatów) mając tę świadomość pomoże także zwierzęciu w potrzebie, mimo że teoretycznie jest bytem doskonalszym i ma "inny system watrości". Niby jesteśmy niezależnymi osobnikami i mamy niezależne samoświadomości, ale wiele poszlak wskazuje, że oprócz tego stanowimy też jeden rozproszony organizm ze zbiorową świadomością., gdzie oprócz komórek (osobników) zdrowych dedykowanych do wykonywania unikalnych funkcji (odpowiedników organów) na rzecz całości, są także komórki (osobnicy) zdegenerowane (rakowe) próbujące degradować całość.
    Mając to wszystko na względzie wydaje mi się obcy jako byty bardziej inteligentne od nas doskonale rozumieją nasze położenie oraz cele jednostkowe i zbiorowe bardziej niż nam to się może wydawać, dlatego też jeśli nie są typami psychopatycznymi to powinni byli nam pomóc w potrzebie już nie raz.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

ULUBIENI AUTORZY