Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
919 postów 7368 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

"Apokalipsa w Waszyngtonie"

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Covid vs. Trump (bez foliarstwa)

 

 

 

 

 
Ilustracja muzyczna: Drowning Pool - Bodies

 

Wykrycie u Trumpa i u Melanii koronawirusa to "październikowa niespodzianka" ogromnej skali. Wielu liberalnych totalitarystów tańczy już z radości wyobrażając sobie śmierć prezydenta.  Była rzeczniczka Hillary Clinton otwarcie przyznała, że "ma nadzieję, że on umrze". Cieszą się państwowe media z komunistycznych Chin, a chińskie trolle z "armii 5 mao" piszą o doskonałym prezencie na święto narodowe ChRL. W kontraście do nich, Kim Jong Un życzy Trumpowi zdrowia. Wszystkich mających mokre sny o śmierci prezydenta USA muszę zmartwić: wiele wskazuje, że się on z tego wykaraska. Admirał Ronny Jackson, były lekarz Białego Domu, wspominał jak był zdziwiony widząc podczas badania pracy serca  na mechanicznej bieżni jak Trump uzyskał wynik w granicach górnego 10 proc. dla ludzi w jego wieku. Według tego medyka Trump poza nadwagą, na nic nie choruje i ma "dobre geny". Zresztą, prezydent był w stanie, mimo choroby, nagrać wiadomość video dla narodu. 

 

 

 

Większym problemem jest to, że choroba Trumpa wywraca jego kampanię. Przez pewien czas nie będzie mógł się pojawiać na wiecach - a jego wystąpienia mocno mobilizowały wyborców. Zachorował też szef jego kampanii Bill Stepien. Zachorowało dwóch republikańskich senatorów, a jeśli zachoruje więcej, to zatwierdzenie przez Senat przed wyborami nowej sędziny Sądu Najwyższego Barret będzie niemożliwe. Na zarażenie byli też narażeni sponsorzy kampanii.  Tego typu chaos może być zabójczy dla szans na prezydenturę. Ale tworzy też pewne szanse. Po tym jak Bolsonaro i Johnson zarazili się koronawirusem, poparcie dla nich wyraźnie skoczyło.  To trochę jak zamach na prezydenta - generuje sympatię i głupio krytykować przywódcę, który stał się celem ataku. Biden już zmuszony był wycofać negatywne reklamy wyborcze.  A jak Trump szybko wyzdrowieje, to jego przeciwnicy mogą się zbyt wolno dostosować do zmiany narracji. 

Warto w tym miejscu spojrzeć nieco wstecz na to jak administracja Trumpa podchodziła do walki z chińskim wirusem. Pisał o tym choćby porucznik Bob Woodward w wydanej niedawno książce "Rage". Potwierdza on, że ostrzeżenia przed dziwną epidemią w Chinach pojawiły się w końcówce 2019 r. Były jednak dosyć mało konkretne. Wśród doradców prezydenta była grupka "chinosceptyków" dostrzegających to, że Chińczycy coś u siebie tuszują. Wśród nich wyróżniał się Matthew Pottinger, zastępca prezydenckiego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego. Woodward robi mu dobry PR, bo Matthew Pottinger jest synem Johna Pottingera, jednego z jego źródeł w aferze Watergate (urzędnika Departamentu Sprawiedliwości, który sterował feministką Glorią Steinem). Matthew Pottinger był korespondentem "WSJ" w Pekinie, gdzie miał nieprzyjemne przejścia z miejscową bezpieką. Relacjonował też epidemię SARS i widział na miejscu, jak Chińczycy ją ukrywają. Później... wstąpił do marines i służył w Iraku, w wywiadzie wojskowym jako podwładny generała Flynna. Po zakończeniu kariery wojskowej założył firmę skutecznie tropiącą oszukańcze chińskie spółki na Wall Street. W styczniu 2020 r. Pottinger zbierał informację od swoich ludzi z Chin - np. o drakońskich lockdownach, podczas których staruszkowie umierali z głodu we własnych domach. Chińczycy odmawiali wówczas wpuszczenia do Wuhan misji z amerykańskiej CDC a Xi Jinping mówił Trumpowi, że nic się nie dzieje. 20 stycznia wykryto pierwszy przypadek zachorowania na Covid-19 w USA. Pierwszy potwierdzony zgon na tego wirusa był dopiero 6 lutego.  31 stycznia prezydent podjął wraz ze swoimi doradcami i członkami gabinetu decyzję o tym by od 2 lutego wstrzymać komunikację lotniczą z Chinami. Poparcie dla niej było niemal jednogłośne. Przynajmniej w administracji, bo narzekali na nią... demokraci, wskazując jako przykład rasizmu. Biden mówił, że to przykład "rasizmu, ksenofobii i nakręcania paniki". Przez cały luty współpracownicy Bidena mówili, że globalna pandemia jest "mało prawdopodobna". 24 lutego Nancy Pelosi wzywała ludzi do odwiedzania Chinatown w San Francisco. Jeszcze w marcu demokraci urządzali duże wiece wyborcze.

Zakaz lotów do Chin na niewiele się jednak zdał, bo wirus hulał sobie od dawna w Europie i w samych Stanach Zjednoczonych. Zgony na niego były jednak klasyfikowane jako zgony na zapalenie płuc lub na grypę - bo oczywiście Chińczycy tuszowali u siebie pandemię. Gdy liczba wykrytych przypadków covid zaczęła w USA gwałtownie rosnąć, okazało się, że zapasy sprzętu medycznego zostały mocno uszczuplone po epidemii ptasiej grypy z 2009 r. Oczywiście Chińczycy w styczniu na całym świecie wykupywali na pniu cały dostępny sprzęt ochronny. Administracja sięgnęła więc po Ustawę o Produkcji Obronnej, która zmobilizowała przemysł do produkcji potrzebnego sprzętu. Nawet Tesla produkowała własne designerskie respiratory. Choć media produkowały później historie o dramatycznej sytuacji w szpitalach, to eksperci nie potrafią wskazać przypadku śmierci pacjenta, który nie uzyskał dostępu do respiratora. Respiratorów w amerykańskim systemie medycznym było aż za dużo.

Skąd więc te apokaliptyczne sceny w Nowym Jorku? Pewnie zdajecie sobie sprawę, że USA są państwem federalnym i konkretne decyzje dotyczące tego jak walczyć z pandemią podejmują tam władze poszczególnych stanów. Rząd federalny może im pomagać i koordynować ich działania. I tak się jakoś złożyło, że liczba zgonów w stanach, w których wygrała 2016 r. Hillary była trzykrotnie większa niż w stanach, w których wówczas wygrał Trump. Być może dlatego, że zawyżały im statystki Nowy Jork i Kalifornia, a większość stanów republikańskich to stany rolnicze. Czasem jednak działania demokratycznych władz stanowych pogarszały pandemię. Gubernator Nowego Jorku Andrew Cuomo odesłał 3,6 tys. zarażonych covidem staruszków do domów opieki. Przykład urzędniczej głupoty czy sabotażu? W Pennsylvanii, Rachel Levine, miejscowy demokratyczny sekretarz zdrowia - będący transem (nie oglądać fotek przy jedzeniu!), również nakazał wysłać tysiące zakażonych staruszków do domów opieki, by zarażali tam innych. Ale swoją 95-letnią matkę wyciągnął wcześniej z domu starców. Więc był w pełni świadomy, jakie konsekwencje będzie miała jego decyzja. Mieliśmy do czynienia z sabotażem. Poświęcono życie tysięcy ludzi, po to by zmniejszyć szanse Trumpa na wygranie wyborów.

 

 

Woodward w swojej książce "Rage" wskazuje, że doktor Anthony Fauci , główny amerykański wirusolog, wcale nie był tak chętny do wprowadzania ograniczeń związanych z covidem. Wręcz często uspokajał opinię publiczną. Trump w lutym mówił prywatnie Woodwardowi, że covid to bardzo groźna choroba i duże zagrożenie dla jego prezydentury. Publicznie jednak "nie chciał siać paniki". Lockdownów nikt nie chciał wprowadzać, gdy wirus krążył w Chinach, Korei czy w Iranie. Myślano wówczas, że to coś takiego jak SARS. Dopiero, gdy zobaczono szokujący skok zgonów we Włoszech i Hiszpanii, a później nagły przyrost zachorowań w USA, sięgnięto po lockdowny. Fauci twierdzi teraz, że postępowano jak w przypadku epidemii SARS. W książce "Rage" pokazano, że argumentował on wówczas: "zamknijmy wszystko na dwa tygodnie i zobaczmy co się stanie". Trump się na to zgodził. Później jednak widział, że przedłużający się lockdown nie zdusił pandemii w zarodku. (Polskim covidomsceptykom przypominam, że u nas restrykcje były o wiele łagodniejsze niż w USA, Europie Zachodniej, Izraelu, Australii, czy tak kochanych przez was Rosji i Chinach.)  Lockdown miał sens jedynie jako kupowanie czasu na zgromadzenie zapasów sprzętu medycznego. Nigdzie nie zdusił pandemii. A po jego zakończeniu ludzie zwykle olewali wszelkiego rodzaju ograniczenia. (Widziałem to w lipcu, gdy odwiedzałem Wilczy Szaniec - dzikie tłumy.) Ci sami ludzie, którzy w marcu bali się wchodzić do supermarketu, w sierpniu straszliwie buldupili, że muszą nosić maseczki przez 15 minut w klimatyzowanych pomieszczeniach sklepowych. 

Cokolwiek, by się nie zrobiło w kwestii covida, zawsze będzie to krytykowane. Wprowadzasz ograniczenia: "zabijasz nasze konstytucyjne wolności, dusisz gospodarkę, dr Ivan Komarenko udowodnił, że nie ma żadnego wirusa, dlaczego muszę nosić maseczkę, uduszę się i zesram w maseczce!". Nie wprowadzasz ograniczeń: "olaboga chcesz nas wszystkich zabić!, dlaczego nie wprowadzasz nakazu noszenia maseczek, gdzie mój respirator!". 

 

Trzeba też jednak przyznać, że eksperci medyczni wciąż niewiele widzą na temat tego syntetycznego chińskiego wirusa i walczą z nim po omacku. Nie wiemy ilu osobom lockdowny uratowały życie. Trump mówi, że dostawał modele pokazujące na 2 mln zgonów w USA. Pomińmy całkowicie niewiarygodne dane z Chin, Rosji czy Białorusi. W USA mieliśmy jak dotąd łącznie 630 potwierdzonych zgonów na Covid-19 na 1 mln mieszkańców. W Szwecji, gdzie nie było oficjalnego lockdownu - ale gdzie ludzie sami się dystansowali społecznie (na co wskazują choćby dane wysokiej częstotliwości) - było ich 583, w Brazylii 684, w Wielkiej Brytanii 623, w Hiszpanii 686. W mającej umiarkowany lockdown Polsce - 68, w Niemczech - 114. W krajach gdzie powszechnie nosi się maseczki w sezonie grypowym - w Japonii - 12,5, w Korei Płd. - 8, na Tajwanie - 0,3. Prawdopodobnie samo noszenie maseczek z niewielkimi, punktowymi ograniczeniami dałoby lepsze rezultaty niż lockdowany. Ale kto to wiedział w marcu? Może Chińczycy. Teraz jednak to wiedzieć powinny też inne rządy. 

Przyjrzyjmy się też case fatality rate (CFR), czyli odsetkowi potwierdzonych zachorowań, który kończył się zgonami: USA - 2,8 proc., Polska - 2,7 proc., Wielka Brytania - 9 proc., Meksyk - 10 proc., Włochy - 11 proc. W Lombardii dochodził on do 16 proc. W niektórych meksykańskich stanach do 18 proc. W przypadku zwykłej grypy dochodzi on do 0,1 proc., malarii 0,3 proc., grypy hiszpanki 2,5 proc., żołtej febry 7,5 proc., SARS 11 proc., tyfusu 20 proc., MERS aż 35 proc. Współczynnik śmierci do liczby infekcji jest w przypadku Covid-19 zapewne dużo mniejszy. Szacuje się go na 0,1-1 proc., gdy w przypadku zwykłej grypy wynosi on maksymalnie 0,04 proc. Wielu z Was pewnie będzie kpić: "Ha, ha i to ma być broń biologiczna! Broń biologiczna zabija 90 proc. zakażonych!". Może o tym nie wiecie, ale wirus zabijający 90 proc. zakażonych nie ma szans na rozprzestrzenienie się na dużym terenie. Bo zabija nosicieli zbyt szybko, by się rozmnożyć. Dużo "wygodniejszy" jest wirus, który zabija mniej niż 20 proc. zakażonych, ale szybko się rozprzestrzenia, część nosicieli jest asymptomatyczna a infekcja wywołuje różne dziwne powikłania. Być może Covid-19 nie został do końca dopracowany w chińskich laboratoriach, ale zabił już i tak więcej ludzi niż marburg czy ebola. I doszedł nawet na amazońskie zadupia (choć oczywiście, według władz ChRL, ominął Pekin).

A może nie chodzi o to, by ten wirus ścigał się w liczbie zabitych z innymi pandemiami? Z badań naukowców z Uniwersytetu Glasgow, wiadomo, że Covid-19 skracał życie mężczyzn średnio o 13 lat (wobec potencjalnego wieku) a kobiet o 11 lat.  Dwudziestolatek może nawet nie zauważyć, że był chory, ale dla 70-latka to może być wyrok śmierci. Zauważono też, że Covid-19 wywołuje wady serca u dzieci.  Zakażony dzieciak może przez wiele lat ich nie dostrzegać, aż np. w wieku 50 lat zacznie chorować. Covid-19 to chiński wirus depopulacyjny. Ale nie jest do końca chińską technologią. W Chinach a później w Iranie go tylko przetestowano, by uderzyć nim w Zachód. 

I tutaj pojawiają się dwa ważne pytania:

A co jeśli ta jego wersja, która trafiła do Europy jest łagodniejsza od tej użytej w Wuhan?

A co jeśli zjadliwość wirusa można regulować za pomocą czynników zewnętrznych - chemicznych, biologicznych, promieniowania? Jak to się dzieje, że chorują na niego marynarze z okrętów, które od tygodni nie zawijały do portów?

***

Ilustracja muzyczna: System Of A Down - Chop Suey

Oglądając nagrania z precyzyjnych azerskich uderzeń w ormiańskie cele w Karabachu nasuwa mi się konkluzja: podczas, gdy ormiańskie mafijne władze przez ponad dwie dekady rozkradały swój kraj, Azerowie inwestowali w nowoczesną broń. Oczywiście Ormianie podają, że zniszczyli Azerom ogromne ilości sprzętu i zabili ponad 3 tys. żołnierzy, ale jak na razie to azerskie rakiety spadają na Stepankeret, azerskie drony latają w okolice Erywania a w ormiańskich komunikatach mowa jedynie o "odbijaniu straconych terytoriów". I to Armenia deklaruje chęć rozpoczęcia negocjacji pokojowych, gdy Azerbejdżan i Turcja mówią o "wyzwoleniu Karabachu".  

 


 

 

Ksiądz Isakowicz-Zaleskian oczywiście lamentuje, że to starcie cywilizacji chrześcijańskiej z islamem, gdy jest to oczywiście  starcie postkomunistycznych nacjonalizmów. Podobne jak na Bałkanach. Arcach to coś takiego jak Serbska Krajina, nie uznawane przez nikogo państewko powstałe w wyniku wojny hybrydowej, w którym niewątpliwie mieszka ormiańska większość. Ale ta ormiańska większość dopuściła się wcześniej czystek etnicznych na azerskiej mniejszości - takich jak masakra w Chodżały oraz okupacji sąsiednich azerskich gmin nie wchodzących w skład Karabachu, w tym zniszczenia miasta Agdam. Jest więc oczywistym, że Azerowie chcą teraz odegrać się na Ormianach i spuścić im taki sam wpierdol jak Chorwaci Serbom w Krajinie. I dokładnie tak to może się skończyć.

Zwłaszcza, że w wojnę hybrydowo zaangażowała się Turcja. A Gruzja blokuje transporty broni do Armenii (taka odpłata za ormiański separatyzm w południowej Gruzji). Irański sojusznik Ormian oczywiście olewa, bo ma większe problemy na głowie. Rosja siedzi dziwnie cicho, choć ma w Armenii wielką bazę wojskową. Być może pozwoli w ramach dealu z Erdoganem na upadek Arcachu.Turecka inwazja na Armenię na pełną skalę byłaby możliwa, gdyby: Ormianie zaatakowali azerską enklawę Nachiczewań lub gdyby doszło do całkowitego związania Rosji innym kryzysem tysiące kilometrów dalej - np. na Białorusi. 

A Ormianom pozostanie wiara w siłę ich diaspory. Kim Kardashian zatweetuje w ich obronie a Serj Tankian napiszę piosenkę. I w sumie strasznie szkoda, że mafijni politycy z Erywania oraz sterujący nimi oligarchowie doprowadzili swoje państwo do takiego żałosnego stanu.

 

KOMENTARZE

  • Covid to szansa dla opozycji na wyeliminowanie Trampa..np "Noviczokiem"
    Taka gra się zapewne toczy..
    dla mnie nie ulega to wątpliwości.
    Być może służby Trampa uchronią Trampa od "buteleczki z Noviczokiem"
    ale jak będzie dziura w ochronie to czarno to widzę.
  • Wsie w mieście;
    POTUS i FLOTUS otrzymają terapię hydroxychroroqiną, której to ponoć zamówił dla Amerykanów miliony dawek i im przejdzie w ciągu 10 dni.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

ULUBIENI AUTORZY